Dodaj produkty, które lubisz i chcesz kupić później.
Zapisz na liście zakupowej
Stwórz nową listę zakupową

Bezgraniczne - fragment

No borders

„Niebo jest bezchmurne nad całą Hiszpanią” – podaje 17 lipca Radio Ceuta w hiszpańskiej enklawie w Maroku. Lipiec na Półwyspie Iberyjskim jest rzeczywiście upalny, temperatury sięgają czterdziestu stopni. Słowa te nie są jednak – banalnym o tej porze roku – komunikatem meteorologicznym, ale sygnałem dla wojskowych. Hiszpania latem 1936 roku to beczka prochu. 16 lipca Zofia Kramsztyk, korespondentka polskiej prasy, depeszuje z Madrytu: „Pali się całe rusztowanie, na którem opiera się życie społeczeństwa hiszpańskiego. […] W powietrzu, przesiąkniętym zgrozą, zawisła groźba krwawych zajść”[1]. Dzień później stają się one faktem. Grupa hiszpańskich generałów wszczyna rebelię przeciwko władzom swojego państwa – rządowi Frontu Ludowego, czyli koalicji partii lewicowych. Ich program polityczny nie jest szczególnie wyrafinowany: chcą się rozprawić z anty-Hiszpanią: republikanami, komunistami, socjalistami, anarchistami, liberałami, masonami, Żydami, wyemancypowanymi kobietami i wszystkimi innymi, których uważają za winnych upadku narodowo-katolickiej ojczyzny. Zaczyna się od buntu w koszarach w Ceucie, potem wojskowi próbują przejąć kontrolę w całej Hiszpanii. Spodziewają się szybkiego zwycięstwa, ale odnoszą je tylko w jednej trzeciej kraju, głównie na północy i w centrum[2]. Wszędzie indziej napotykają opór lojalnych wobec republiki oddziałów i naprędce sformowanych milicji. W Barcelonie pokonują ich anarchiści.

To, co na początku wydaje się kolejnym „zwykłym” militarnym zrywem w historii Hiszpanii – poprzedni udało się opanować zaledwie dwa lata wcześniej – okaże się początkiem trwającej prawie trzy lata wojny domowej, w której życie straci pół miliona osób i która przypieczętuje przyszłość całej Europy.

Ale póki co życie na reszcie kontynentu toczy się zwykłym torem. Lipiec jest upalny również w Polsce. „Warszawa pod ciśnieniem 32 stopni Celsjusza” – alarmuje na pierwszej stronie „Kurier Poranny” z 20 lipca. „Ubiegłej niedzieli rojno i gwarno było na wszystkich plażach wiślanych. Niebywały upał wypędził z domów wszystkich” – brzmi podpis pod zdjęciem zatłoczonego basenu[3]. To kanikuła podszyta niepokojem. Hitler niedawno zremilitaryzował Nadrenię, a Mussolini podbił Etiopię (zwaną wówczas Abisynią). W tym samym numerze pod zdjęciem eleganckiej modernistycznej skoczni, która „umożliwia skoki z 10 metrów”, widnieje fotografia dwóch postaci w „udoskonalonym modelu” masek gazowych, w które, jak donosi dziennik, ma zostać zaopatrzona ludność Wielkiej Brytanii. Pod reklamą „Wielkiego Konkursu Uzdrowiskowego” krzyczy zaś nagłówek podkreślony grubą czerwoną kreską: „Hiszpanja w ogniu bratobójczych walk”. Autorką pierwszej relacji z hiszpańskiej wojny w polskiej prasie jest dziennikarka i pisarka Zofia Kramsztyk. Absolwentka prawa na Uniwersytecie Warszawskim, studentka uniwersytetów w Genewie, Zurychu, Brukseli i Heidelbergu. Nomadka, która po przystankach w Berlinie i Paryżu osiadła w Hiszpanii. Dobrze zorientowana w lokalnej polityce, przez ostatnie miesiące publikowała wywiady z najważniejszymi hiszpańskimi i katalońskimi politykami. Ta kobieta w mocno średnim, jak na ówczesne standardy, wieku, rozwódka (jej były mąż to Józef Kramsztyk, tłumacz Czarodziejskiej góry), jest nie tylko jedną z pierwszych, ale przez pewien czas jedną z zaledwie dwojga polskich korespondentów w wojennej Hiszpanii[4].

„Rozpoczęło się o 5-ej nad ranem, a rozpoczęło się od razu bardzo mocno: salwa za salwą, głębokie wstrząsy od wystrzałów armatnich” – opisuje wypadki 19 lipca w Barcelonie. „[…] zaopatrzona w mą legitymację dziennikarską, wystawioną przez policję madrycką, decyduję się opuścić pensjonat i udać do centrum miasta. […] Plac Uniwersytetu wygląda jak pobojowisko: szkło, kamienie, rozbite automobile, strzępy uprzęży końskich i wielkie, olbrzymie plamy krwi. Dochodzę do Placu Katalunji, centrum miasta, pięknego, słonecznego centrum tej wesołej Barcelony. Ktoś mnie wstrzymuje: »Ostrożnie, tam się jeszcze nie skończyło«”[5].

Kończy się po trzydziestu dwóch godzinach, 20 lipca. Barcelona, miasto katalońskiej burżuazji, ale także anarchistyczna rosa de foc, „róża ognia”, jak brzmi jej przydomek w pierwszych dekadach XX wieku, została obroniona przed puczem przez lojalne wobec rządu oddziały armii, a przede wszystkim cywilów: robotnicze, związkowe i partyjne milicje, w których przeważają anarchiści i anarchistki. Na ulice wyszli też sportowcy i sportowczynie z różnych krajów, w tym z Polski, którzy przyjechali na Olimpiadę Ludową, alternatywną wobec tej w faszystowskim Berlinie. Miała się rozpocząć 19 lipca[6].

21 lipca Kramsztyk donosi: „»Rambla« jest pełna ludzi – moc kobiet, nawet dzieci. Barcelona świętuje zwycięstwo! […] obcy ludzie ściskają mi ręce: »Pani jest cudzoziemką? Dziennikarką? Komunikujcież waszym pismom prawdę, nic tylko prawdę. Faszyzm został zwyciężony«”[7]. „Zwycięstwo wojska wydaje się nieprawdopodobne, o ile nie wmiesza się zagranica” – pisze[8].

Tyle że tak się właśnie dzieje. Historycy i historyczki zastanawiają się dziś, czy do hiszpańskiej wojny na pewno pasuje przymiotnik „domowa”. Zamachowcy niemal od pierwszych dni dostają bowiem znaczne wsparcie od Hitlera i Mussoliniego. Europejskie demokracje – na czele z Wielką Brytanią i Francją – nie chcą z kolei drażnić Führera ani własnej, skręcającej w prawo opinii publicznej i przyjmują zasadę nieinterwencji. Polska też się oficjalnie nie angażuje, co nie przeszkadza jej sprzedawać po kryjomu broni obu stronom.

„Samotność Republiki” – tak hiszpański historyk Ángel Viñas siedemdziesiąt lat później zatytułuje swoją rozprawę. Republikańska Hiszpania pogrążająca się w „straszliwej walce wewnętrznej, tym okropnym przelewie krwi, tym zmaganiu się dwóch światów”, jak pisze Kramsztyk 27 lipca[9], rzeczywiście zostaje sama – pod względem militarnym. Wsparcie moralne to co innego: ono płynie do Hiszpanii z postępowych serc i umysłów na całym świecie. Polityka uprawiana w gabinetach rozjeżdża się z poczuciem przyzwoitości, a oburzenie na hipokryzję i bezczynność zachodnich rządów pcha zwykłych ludzi do działania.

„Front jest bardzo rozciągnięty. Sięga daleko poza okopy Madrytu, przecina całą Europę, cały świat. Przebiega przez kraje, wsie, miasta, przez gwarne sale posiedzeń, wije się po cichu po regałach w księgarniach” – pisze Michaił Kolcow, hiszpański korespondent „Prawdy”[10]. Hiszpańska wojna nie jest bowiem „jakąś tam” wojną na południowym krańcu Europy. Porusza, bo trafia w sedno europejskich – i nie tylko – debat, pragnień i lęków. Lęku – przed zmianą, emancypacją, rewolucją. Nadziei – na zmianę, emancypację, rewolucję.

Hiszpańska republika to laboratorium, rodzaj nie do końca udanego, ale inspirującego eksperymentu. Powstała zaledwie pięć lat wcześniej, po wiekach panowania królów i księży, ale zdążyła jeśli nie zmienić życie, to przynajmniej dać nadzieję milionom ludzi. Hiszpankom przyznała prawo głosu i rozwody, dzieciom – świecką i powszechną edukację, pracownikom i pracownicom – czterdziestogodzinny tydzień pracy i pensję minimalną, robotnikom rolnym – obietnicę ziemi (choć z tym akurat poszło jej najsłabiej). Wielu hiszpańskich robotników i robotnic też rozczarowała: to czas strajków i ulicznych walk, rewolucji górników w Asturii i represji – nie bez powodu najpotężniejszym związkiem zawodowym pozostaje anarchistyczna Krajowa Konfederacja Pracy (Confederación Nacional del Trabajo, CNT). W brunatniejącym krajobrazie Europy Hiszpania jest jednak jasnym punktem. „Długie lata, które poświęciłem studiowaniu Hiszpanii przed latami trzydziestymi, w ich trakcie i później, przekonały mnie, że niezależnie od wielu błędów, jakie popełniła, hiszpańska republika była próbą zapewnienia lepszego życia uboższym członkom represyjnego społeczeństwa” – pisze brytyjski historyk Paul Preston, uważany za jednego z najlepszych znawców hiszpańskiej historii XX wieku[11].

Bunt generałów jest nie tylko próbą rozprawienia się z politycznymi oponentami, lecz także chęcią „zabicia zmiany”[12]. Mają w tym potężnych sojuszników. Pod koniec lipca wysłannikom generała Francisca Franco udaje się dotrzeć do Adolfa Hitlera. Spotyka się z nimi po obejrzeniu opery Zygfryd Wagnera. Rozmowa trwa do 1.30 w nocy i przynosi spektakularne rezultaty: w ciągu dwudziestu czterech godzin do Hiszpanii trafiają samoloty Junkers, myśliwce Heinkel i działa przeciwlotnicze[13]. Hermann Göring jest podekscytowany możliwością przetestowania „swojej młodej Luftwaffe”[14]. Równie ochoczo do akcji przyłącza się Benito Mussolini, zainteresowany budowaniem wpływów w rejonie Morza Śródziemnego. Ma więc rację „Kurier Poranny”, który 2 sierpnia 1936 roku prognozuje: „Wynik walk w Hiszpanji zdecyduje o nowem obliczu Europy”[15].

Zofia Szleyen jest poruszona, kiedy na stoku słowackiego Dziumbieru w Tatrach dowiaduje się o wydarzeniach w Hiszpanii. Trzydziestojednoletnia chemiczka z Łodzi, która w czasie wolnym tłumaczy Rilkego i Kurta Tucholskiego, ostatnie tygodnie spędziła na wędrowaniu, podziwianiu gencjan, naparstnic i storczyków. Teraz z mężem Mietkiem, również chemikiem i redaktorem ukrywającym się w Czechosłowacji przed aresztowaniem za komunistyczną działalność w Polsce, czyta w zapadającym zmroku o buncie wojskowych i obrońcach republiki. Długo siedzą nad rozmazanym już tekstem w gazecie, jakby właśnie wykluwała się w nich decyzja – tak przynajmniej będzie o tym pisać trzydzieści lat później[16].

Dwudziestodwuletnia Miriam Gothelf (Melchior)[17], nazywana Maryśką, decyzję podejmuje od razu. W jej przypadku to o tyle łatwiejsze, że ma do Hiszpanii blisko: od półtora roku mieszka w Paryżu, dokąd również uciekła z Warszawy przed więzieniem za działalność antypaństwową. Pracowała przy obsłudze rentgena w szpitalu na Czystem w Warszawie i marzyła o medycynie, ale zasadniej nazwać ją zawodową rewolucjonistką – od trzynastego roku życia była zaangażowana w działalność komunistyczną, z powodu czego została wyrzucona z gimnazjum i parokrotnie aresztowana. Na przełomie lipca i sierpnia namawia grupę przyjaciół, do której należy także jej chłopak, Radomiak Jonas Blejwas, żeby jechać do Hiszpanii. Są za, ale nie będzie to proste[18].

Zofia Szleyen po powrocie z wakacji spędza wieczory przy radiu, słuchając reportaży Ilii Erenburga nadawanych przez Radio Moskwa. Obrońcom republiki brakuje wszystkiego: żywności, amunicji, lekarstw. „Każda z audycji to apel do sumienia narodów: nie pozwólcie na to, Hiszpania potrzebuje waszej solidarności”. Zofia słucha tego z zaciśniętymi zębami, powtarzając sobie, że przecież umie robić zastrzyki.

Podobnych frustracji mniej więcej w tym samym czasie doświadcza dwudziestosiedmioletnia francuska filozofka Simone Weil, która pisze: „Nie lubię wojny, ale w wojnie największą odrazą przepełniała mnie zawsze sytuacja tych, którzy są na tyłach. Kiedy zrozumiałam, że mimo wszelkich wysiłków nie potrafię nie wyłączyć się z psychicznego udziału w tej wojnie, to znaczy nie potrafię każdego dnia i każdej chwili nie pragnąć zwycięstwa jednych, a klęski drugich, powiedziałam sobie, że Paryż leży dla mnie na tyłach, i wsiadłam w pociąg do Barcelony z zamiarem zaciągnięcia się do wojska”[19]. Ujmujący detal: dyskretnie podążają za nią jej rodzice, przestraszeni odwagą swojej kruchej fizycznie, krótkowidzącej córki.

Hiszpania w 1936 roku to stan ducha. „Odkąd wybuchła wojna w Hiszpanii, całe moje życie sprowadzało się do czytania gazet, które o niej pisały. Pracowałem jako lekarz [w Szwajcarii – przyp. AL], ale było to mało ważne” – wspominał Gabriel Ersler, wówczas świeżo upieczony absolwent medycyny w Bernie. „Walka z faszyzmem w Europie była dla mnie ważną sprawą w stopniu, który trudno sobie dziś wyobrazić. […]. Mieliśmy w sobie […] antyfaszystowski ogień”[20].

Do końca sierpnia wszystkie rządy europejskie, z wyjątkiem Szwajcarii, przystępują do układu o nieinterwencji w Hiszpanii, obejmującego też zakaz dostarczania jej broni. Traktat podpisują również Hitler i Mussolini, choć nie mają zamiaru go przestrzegać. „Każdy wykonany ruch Komitetu Nieinterwencji[21] służył sprawie rebelii” – będzie się zżymał amerykański ambasador w Hiszpanii Claude Bowers[22]. „Ten komitet był najbardziej cynicznym i w godny pożałowania sposób nieuczciwym ugrupowaniem, jakie znała historia”.

Trudno na to patrzeć obojętnie. „Dla ludzi takich jak my było jasne: walczymy albo nie i pozwalamy im wygrać” – pisał Gabriel Ersler. „Byłem Żydem, Polakiem, miałem bardzo lewicowe poglądy, byłem socjalistą, widziałem na własne oczy, co stało się w Niemczech: dla mnie wyjazd do Hiszpanii był czymś zupełnie naturalnym”[23].

Wyjechać nie jest jednak łatwo. Doświadcza tego paryska grupa przyjaciół Maryśki: w Międzynarodowym Komitecie Pomocy Ludowi Hiszpanii (Comité international d’aide au peuple espagnol, CIAPE) słyszą, że na miejscu potrzebni są specjaliści, lotnicy, czołgiści. Dwudziestoparolatkowie bez doświadczenia wojskowego nie mają tam czego szukać. Nie poddają się jednak, a główną organizatorką starań jest, jak będzie wspominał Roman Melchior, Marysia. Jesienią dostają wreszcie zgodę na wyjazd. Jest tylko jeden warunek: kobiety zostają w Paryżu.

Zgoda na wyjazd – ten koncept wymaga rozpracowania. Solidarni cudzoziemcy i cudzoziemki są obecni w Hiszpanii od samego początku wojny. To sportowcy i sportowczynie z Olimpiady Ludowej, mieszkający w Hiszpanii już wcześniej uchodźcy polityczni albo emigranci z sercem po lewej stronie, w tym niewielka polsko-żydowska społeczność Barcelony. Latem 1936 roku walczą w milicjach ludowych albo wspierają – w zależności od swoich przekonań – wojnę lub anarchistyczną rewolucję na jej tyłach.

Wielu ochotników i ochotniczek z Francji i Belgii zmierza też do Hiszpanii na własną rękę. Sporo z nich ma już za sobą inną wielką podróż: są uchodźcami lub emigrantami, którzy uciekli przed więzieniem, biedą czy dyskryminacją. A uciekać jest skąd: w Niemczech od 1933 roku rządzi Hitler, we Włoszech – Mussolini, w Austrii autorytarne rządy wprowadza Engelbert Dollfuß, na Węgrzech – Miklós Horthy, w Portugalii nacjonalistyczne, skrajnie konserwatywne „Nowe Państwo” tworzy António de Oliveira Salazar, a w Jugosławii autorytarną władzę sprawuje monarchia Karadziordziewiciów. Coraz bardziej zamordystyczne są też rządy sanacji w Polsce: od 1934 roku działa obóz w Berezie Kartuskiej dla przeciwników politycznych tego stronnictwa, nasilają się antysemityzm i dyskryminacja mniejszości białoruskiej i ukraińskiej.

8 sierpnia wyrusza z Brukseli do Kraju Basków Estera „Estusia” Zilberberg, urodzona w Kaliszu studentka farmacji. Wraz z przyjacielem, przyszłym lekarzem Abramem Gostyńskim, zorganizowała zbiórkę leków i z grupą ośmiu robotników z belgijskich zakładów broni FN Herstal jedzie wspierać obrońców republiki. Za bilety dwojga studentów do Paryża płaci (nieświadomy celu wyprawy?) ojciec Abrama ze Lwowa[24].

Ruch na francusko-hiszpańskiej granicy zbiega się ze wzmożoną aktywnością na linii Madryt–Moskwa. Hiszpania i Związek Radziecki nigdy wcześniej się sobą specjalnie nie interesowały, w Hiszpanii nie ma nawet radzieckiej ambasady. Teraz Stalin obserwuje sytuację, ale niespecjalnie spieszy się z reakcją. Ángel Viñas nazywa jego strategię „celowym poślizgiem” czy opieszałością[25]. Wygrana puczystów wspieranych przez Hitlera nie jest Wodzowi na rękę – wzmocniona III Rzesza mogłaby uderzyć w ZSRR, czego przede wszystkim się obawia. Nie bardzo ma też ochotę angażować się w obronę republiki, bo to z kolei grozi napięciem w stosunkach z Wielką Brytanią i Francją – sojuszniczkami w razie konfliktu z Hitlerem. Światowej ojczyźnie proletariatu nie wypada jednak pozostawać bierną wobec tego, co dzieje się w Hiszpanii, stawia więc na propagandę: w całym kraju odbywają się wiece poparcia i zbiórki dla republiki, a na miejsce zostają wysłani najlepsi radzieccy dziennikarze: Michaił Kolcow i Ilja Erenburg.

To jednak za mało. Kiedy militarne wsparcie Rzymu i Berlina przechyla szalę zwycięstwa na stronę puczystów[26], zdesperowany rząd hiszpański zwraca się do Związku Radzieckiego z prośbą o broń. Hiszpanie też nie chcą wikłać się w nieprzewidywalne w skutkach układy ze Stalinem, jednak nie mają wyjścia. W połowie października na Półwysep Iberyjski zmierza pierwszy statek z bronią, płyną tam także wojskowi i polityczni doradcy – w sumie w czasie całej wojny będzie ich 2 tysiące[27]. Ale nie płyną żołnierze. W sprawie Hiszpanii Stalin jest konserwatystą. Obawia się, że zbyt ostentacyjna interwencja mogłaby przestraszyć Londyn i Paryż jako rzekoma próba eksportu rewolucji i naruszyć kruchą europejską równowagę na jego niekorzyść. Przywódca ZSRR stawia więc na inne rozwiązanie, zmyślne propagandowo i dyskontujące oddolną energię.

We wrześniu 1936 roku Komintern powołuje do życia Brygady Międzynarodowe – ochotnicze oddziały wolontariuszy z całego świata. Rekrutacją i organizacją wyjazdów mają się zająć lokalne partie komunistyczne. Brygady, których utworzenie zatwierdza oficjalnie 22 października 1936 roku rząd Republiki Hiszpańskiej, są jednak otwarte dla wszystkich, którzy identyfikują się z ideą Frontu Ludowego: socjalistów, demokratów, socjaldemokratów i wszelkiej maści antyfaszystów. Otwarte bardziej dla „-ów” niż „-ek”, bo kobiety mają do nich wstęp tylko, jeśli są przydatne na tyłach: jako lekarki, pielęgniarki, tłumaczki.

Mniej więcej w tym samym czasie Zofia Szleyen dostaje z Pragi list od Mietka, w którym pisze on, że „uzyskał zgodę wuja [czyli partii – przyp. AL] na wyjazd do rodziny, która jest w ciężkich warunkach i trzeba jej pomóc”. Sama tej zgody nie ma i długo mieć nie będzie. Jej zawód – chemiczka z praktyką w laboratorium klinicznym – daje jednak, jak sądzi, jakieś nadzieje.

Nadziei na wyjazd w pełnym składzie nie traci też grupa Marysi, która udaje się z delegacją do Maurice’a Thoreza, sekretarza generalnego Francuskiej Partii Komunistycznej (Parti communiste français, PCF), żeby przekonać go do zezwolenia na wyjazd koleżanek. Ten nie chce z nimi rozmawiać. Jacques Kaminski, kierownik sekcji żydowskiej w PCF odpowiedzialny za wyjazdy ochotników, stawia sprawę jasno: jeśli Marysia chce jechać, to tylko na własne ryzyko.

Po wielu miesiącach czekania Zofia dostaje w końcu zielone światło. Mówi o swoim wyjeździe siostrze i ojcu. Ten jest wstrząśnięty, ale opanowany. „Nie sądzę, że cię jeszcze kiedykolwiek zobaczę” – kwituje, i ma rację. Wyjazd z kraju, gdzie uznana za antypaństwową Komunistyczna Partia Polski (KPP) działa w podziemiu, musi się odbyć nielegalnie[28]. Zosia pokonuje nocą Tatry w towarzystwie dwóch innych ochotników i pośrednika. W Pradze pomaga im działający legalnie, „choć dyskretnie” Komitet Pomocy Republikańskiej Hiszpanii. Przejazd przez Europę też musi się odbyć dyskretnie, aby zanadto nie rzucać się w oczy urzędnikom ani służbom nieinterweniujących państw. Podróżni udają turystów zmierzających do Paryża na wystawę światową. Zofia wciela się w modystkę zainteresowaną nowymi modelami kapeluszy, a Lwowianin Julek Kirchner odgrywa rolę jej narzeczonego. Międzynarodowym ekspresem „mkną” pięćdziesiąt godzin przez Europę. Stacja końcowa: Gare de l’Est w Paryżu.

Przygotowania do wyprawy grupy Maryśki to inna historia. Wyjazd poprzedza bankiet pożegnalny na pięćdziesiąt osób. Wszyscy mają po dwadzieścia parę lat, dziewczyny – sukienki albo bluzki z ozdobnymi kołnierzami i uszminkowane usta, chłopcy – odświętne garnitury i brylantynę na włosach. Promienieją, choć okazja jest raczej poważna. Następnego dnia ruszają do Marsylii, gdzie wsiądą na płynący do Walencji statek Ciudad de Madrid, luksusową jednostkę zarekwirowaną byłemu królowi Hiszpanii Alfonsowi XIII. Marysia przed wyjazdem ścina włosy na krótko, wkłada jupe-culotte (spódnicospodnie) i wiatrówkę – ma zamiar udawać chłopaka.

„Paryż! Ogrom. Wielki, obcy świat” – to pierwsze wrażenia Zosi ze stolicy Francji. Prosto z dworca jadą na ulicę Mathurin Moreau 8. To adres, który znają wszyscy przyszli ochotnicy i ochotniczki. Mieści się tam Dom Związków Zawodowych (Maison des syndicats), siedziba rozmaitych „czerwonych” organizacji, w tym Międzynarodowego Komitetu Pomocy Ludowi Hiszpanii. Tam, a także w pobliskim hotelu przy ulicy Chaufourniers 12, kłębi się wielojęzyczny tłum. „Les camarades français! Die Deutschen! Polacy tutaj! Blgari!” – przekrzykują się „responsable” w tej internacjonalistycznej wieży Babel. Rozmowa Zofii z polskim koordynatorem to jednak pierwsze rozczarowanie: „Kobiet zasadniczo nie wysyła się” – słyszy. Zamiast tego dostaje zadanie oprowadzenia po Paryżu kilkunastu ochotników. W czasie kiedy oni wysyłają z Place de la Concorde pocztówki do rodzin („Oto wyjeżdżam bronić demokracji”, „W przededniu zwycięstwa pozdrawia cię twój…”), ona walczy o zgodę na wyjazd, perswaduje, nalega, tłumaczy.

Grupa Maryśki zostaje zaokrętowana od razu po przyjeździe do Marsylii. Na statku są ochotnicy z całego świata: Francuzi, Polacy, Włosi, Duńczycy, Niemcy, Anglicy. Na pokład wchodzi umundurowana komisja. Wyczytują hiszpańskie nazwiska, a ochotnicy odkrzykują: Presente! („Obecny!”). Pasażerowie to oficjalnie Hiszpanie wracający do ojczyzny, dokumentów nikt nie sprawdza. Tak w praktyce wygląda neutralność Francji rządzonej przez lewicowy Front Ludowy: choć się nie angażuje, przymyka oko na tysiące ochotników przewijających się przez jej terytorium, od czasu do czasu sprzedaje też Hiszpanii niewielkie ilości broni. To, zależnie od perspektywy, hipokryzja lub minimum przyzwoitości. Liberalne podejście nie obejmuje jednak obecności kobiet na pokładzie. Kiedy pojawia się komisja, Maryśka chowa się w szafie ze sprzętem ratunkowym. Jeden z jej członków otwiera schowek i znajduje pasażerkę na gapę. Zostaje aresztowana.


[1] „Kurier Poranny”, 20.07.1936, s. 1–2.

[2] W Galicji, Leónie, Starej Kastylii, Nawarze i części Aragonii, na południu mają „tylko” Sewillę, Kadyks i Kordobę.

[3] „Kurier Poranny”, 20.07.1936, s. 1.

[4] „Drugim jest madrycki korespondent »Gazety Polskiej« posługujący się pseudonimem »Gabacho«” (Michał Czajka, Polska opinia publiczna wobec wojny domowej w Hiszpanii 1936–1937, „Przegląd Historyczny” 1980, nr 71, s. 255).

[5] „Kurier Poranny”, 27.07.1936, s. 1–2.

[6] Wśród niedoszłych zawodników, a obecnych milicjantów są pochodzący z Polski Emmanuel Mink, Abrasza Krasnowiecki, Nachman Wajnrit i Leib Trojanowski.

[7] „Kurier Poranny”, 27.07.1936, s. 2.

[8] „Kurier Poranny”, 1.08.1936, s. 6.

[9] „Kurier Poranny”, 2.08.1936, s. 3.

[10] Za: Karl Schlögel, Terror i marzenie. Moskwa 1937, przeł. Izabela Drozdowska-Broering, Jerzy Kałążny, Poznań 2012, s. 122.

[11] Paul Preston, The Spanish Civil War. Reaction, Revolution and Revenge, London 2012, e-book.

[12] Helen Graham, The War and Its Shadow. Spain’s Civil War in Europe’s Long Twentieth Century, Sussex 2012, s. 50.

[13] Antony Beevor, Walka o Hiszpanię 1936–1939. Pierwsze starcie totalitaryzmów, przeł. Hanna Szczerkowska, Kraków 2023, s. 201. Chociaż Franco jest sojusznikiem III Rzeszy, ta żąda opłaty za sprzęt w rudach miedzi i żelaza.

[14] Ibidem.

[15] „Kurier Poranny”, 2.08.1936, s. 1.

[16] Zofia Szleyen, Wiatraki i Messerschmitty, Warszawa 1965, s. 75. O ile nie podano inaczej, informacje o drodze Zofii do Hiszpanii pochodzą z tej książki.

[17] Większość bohaterek tej książki posługiwała się w ciągu życia kilkoma nazwiskami: panieńskim i po mężu lub mężach, żydowskim i spolszczonym. Dla ułatwienia lektury po panieńskim nazwisku podaję w nawiasie to późniejsze, którego dana bohaterka używała po wojnie.

[18] Informacje o okolicznościach wyjazdu Maryśki do Hiszpanii pochodzą z niepublikowanych wspomnień jej późniejszego męża Romana Melchiora. Za ich udostępnienie dziękuję ich córce Małgorzacie Melchior.

[19] Simone Weil, List do Bernanosa, przeł. Aleksandra Olędzka-Frybesowa, „Zeszyty Literackie” 1998, nr 63, s. 73.

[20] Jean-Charles Szurek, Gabriel Ersler. Des Brigades internationales aux prisons soviétiques, l’autre Orchestre Rouge, Paris 2023, s. 176.

[21] Międzynarodowy Komitet dla Stosowania Układu o Nieinterwencji w Hiszpanii (International Committee for the Application of the Agreement regarding Non-Intervention in Spain).

[22] Antony Beevor, Walka o Hiszpanię 1936–1939, op. cit., s. 217.

[23] Jean-Charles Szurek, Gabriel Ersler, op. cit., s. 176.

[24] Losy Estery Zilberberg, Estusi, opisuje jej syn Georges Waysand w książce Estoucha (Paris 1997).

[25] Ángel Viñas, La soledad de la República. El abandono de las democracias y el viraje hacia la Unión Soviética, Barcelona 2006, s. 23.

[26] Hitler jeszcze w lipcu wysyła do Hiszpanii dokładnie: 20 samolotów transportowych Junkers Ju 52, 6 myśliwców Heinkel He 51, 20 dział przeciwlotniczych, amunicję i załogi; Mussolini – 12 bombowców Savoia-Marchetti SM.81 i 2 statki handlowe z myśliwcami Fiat CR.32. Samoloty umożliwiają ominięcie blokady morskiej i przerzut zbuntowanych wojsk z Afryki do Andaluzji. 7 listopada 1936 roku powstaje niemiecka autonomiczna jednostka lotnicza Legion Condor, w której skład wchodzi 5 tysięcy żołnierzy i mniej więcej 140 samolotów. W czasie całej hiszpańskiej wojny przez Legion Condor przewinie się w sumie 19 tysięcy niemieckich żołnierzy. Przetestowane tu myśliwce i bombowce zostaną później użyte podczas II wojny światowej. Jeszcze większy wkład wnoszą w hiszpańską wojnę Włosi, którzy oprócz samolotów i myśliwców wysyłają na tutejszy front 78 tysięcy żołnierzy, w tym siły regularnej armii i ochotników z milicji faszystowskiej opłacanych przez włoski rząd (Helen Graham, The War and Its Shadow, op. cit., s. 86).

[27] Stalin wyśle do Hiszpanii 300–350 czołgów T-26 i BT-5, 700–1000 myśliwców Polikarpow i bombowców Tupolew, 1500 dział artyleryjskich i około 2 tysięcy wojskowych doradców, pilotów i czołgistów. Republika płaci za wszystko złotem z rezerw Banku Hiszpanii, a pierwsza większa dostawa broni ma miejsce dopiero w październiku 1936 roku. Ważniejsza od ilości wysłanego uzbrojenia była jednak jego jakość. Karabiny i działa polowe były częstoprzestarzałe i w złym stanie. Jedna partia dział z czasów carskich zyskała miano „baterii Katarzyny Wielkiej”, a niektóre karabiny miały nawet pięćdziesiąt lat. Nowoczesne były tylko czołgi (Antony Beevor, Walka o Hiszpanię 1936–1939, op. cit., s. 222).

[28] Komunistyczna Partia Robotnicza Polski (KPRP), której nazwę skrócono potem do Komunistycznej Partii Polski (KPP), została zdelegalizowana w marcu 1919 roku. Za działalność w niej i jej przybudówkach groziły aresztowanie, proces i kara więzienia od kilku do kilkunastu lat.

Polecane

Dom z dwiema wieżami

Dom z dwiema wieżami

55,00 zł brutto
Lajla znaczy noc

Lajla znaczy noc

55,00 zł brutto
pixel