„Amerykańska pisarka Elizabeth Gilbert twierdzi, że nienawiść do siebie to »podstępny wirus«, który zainfekował współczesną kulturę. Czasami może się wręcz wydawać, że jest ona »ustawieniem domyślnym« naszych umysłów. Zbyt rzadko jednak zadajemy sobie trud, by spytać, »czy to jest normalne i zdrowe, że nasza świadomość stale i nieprzerwanie sama siebie osądza, sama siebie atakuje i obraża«. A stawka jest przecież niezwykle wysoka. […] Jeżeli żadne nasze zachowanie nie znajduje aprobaty w naszych własnych oczach, można uznać, że same kwestionujemy swoje prawo do istnienia. Jesteśmy przekonane, że nosimy w sobie jakąś skazę, jakiś fundamentalny i nienaprawialny deficyt. To poczucie winy wślizguje się we wszystkie zakamarki naszej psychiki. Wysysa z nas całą energię, by potem skierować ją przeciwko nam. Skłania nas do tysiąca wyrzeczeń, małych i wielkich. Skazuje na negatywność i udrękę wszystko to, co w innych okolicznościach mogłoby w nas rozkwitać. Wyniszcza naszą jaźń od środka – jakby do tego nie wystarczyły napotykane w życiu trudności” – pisze Mona Chollet (przeł. Magdalena Kowalska) we wstępie do swojej najnowszej książki.