Bajki robotów, Cyberiada - Stanisław Lem
Swojego pierwszego Lema kupiłem kiedy miałem dziesięć lat w Księgarni Naukowej w Koszalinie. W promieniu 500 metrów było ich jeszcze kilka: przy przystanku obok fryzjera, dalej – na 1 maja przy liceum Dubois, był też fantastyczny empik w żółtym modernistycznym budynku wiszącym nad parkiem. Naukowa nie była dla mnie księgarnią pierwszego wyboru, ponieważ dominowały w niej pozycje typu „Spawalnictwo” (trzy tomy), ale w najciemniejszym kąciku miała regał, do którego zawsze mnie ciągnęło, regał z fantastyką naukową. Tam kupiłem swoją pierwszą książkę z czachą na okładce („Ubik”), tam kupiłem „Trzy stygmaty Palmera Eldritcha”, interesującą z punktu widzenia dwunastolatka lekturę, i stamtąd właśnie wyszedłem z żółtą „Cyberiadą” Lema, której klej oprawy zaczął się kruszyć ledwie tylko wziąłem tę książkę do ręki.
Okładkowa ilustracja Daniela Mroza z żółtego wydania znajduje się w naszej edycji na stronie 135; nie powinno się też nasze wydanie rozsypać właściwie nigdy. Chciałem zrobić tego Lema jak należy, kombo z ilustracjami Daniela Mroza stanowi wyjątkową całość, tak to powinno być czytane: poręczny format, wszystko w jednym tomie, najlepszy papier, najlepsze płótno, najlepsza oklejka i najlepsza drukarnia (dzięki, Readme!). Właściwie wszystko mnie w tej książce cieszy, dwa drobiażdżki dla supernerdów: jeden: literka "w" ze słowa "robotów" idealnie spasowuje się z literką "m" ze słowa "Lem" na froncie. Dwa: zależało mi, żeby i autor, i tytuł byli widoczni, za cholerę się to nie mieściło, więc Na froncie duży jest autor, a tytuł malutki, a na grzbiecie odwrotnie. A gdy się książkę weźmie do ręki, i patrzy na front i grzbiet jednocześnie, to wtedy widać efekt, o który mi od początku chodziło: STANISŁAW LEM. BAJKI ROBOTÓW. CYBERIADA.
Już w Karakterze!
