Słowo humoru
Z książkami Olgi to jest tak, że się czeka, i czeka, i czeka, robi się okładkę, potem mijają jeszcze trzy lata, i nie jestem wredny, bo w końcu otrzymujesz destylat: wspaniały, fascynujący tekst, w który wpadasz, i który w tobie zapada, i prowokuje do rozmaitych wędrówek w głowie i poza.
Każda książka Olga Drenda / Duchologia w Karakterze fascynuje mnie między innymi tym, jak pozornie bez wysiłku autorka unika utartych szlaków czy łatwych rozwiązań. “Duchologia” – jak łatwo byłoby wpaść w sentymentalną podróż down memory lane, skupić się na trzepakach, słońcu na ulicy i tak dalej. Ale nie, takie rzeczy w ogóle Drendy nie interesują, i dzięki temu możemy przeczytać o rzeczach sto razy ciekawskich, o wszechobecnym popeerelowskim okultyzmie, okładkach książek fantasy czy o tym, jak robiło się reklamy w kraju, w którym wcześniej reklam było jak na lekarstwo. “Wyroby” podobnie: o jakie śmieszne łabędzie z opon, pochylmy się nad prostym człowiekiem, gdzie tam, Olga Drenda nie szuka prostych uciech, tylko odkrywa geniusz furtek ogródków działkowych i tropi producentów plastikowych zabawek, i idzie potem człowiek ulicą, i zastanawia się, skąd tu naraz tyle interesujących rzeczy dostrzega. A dostrzega, bo mu Olga Drenda otworzyła oczy.
”Słowo humoru” też wam przemebluje intelektualną rekwizytornię, bo tym razem autorka napisała książkę o humorze i dowcipie, o absurdzie, memach i purnonsensie w polskich dekoracjach. Jeszcze będę wam “Słowo humoru” polecał, a tymczasem jedno zdanie na zaostrzenie apetytu: “W 1946 roku „Przekrój” zamieścił pełną zniesmaczenia notkę o katowickich lodziarzach, którzy malują swoje wózki w charakterystyczne niebiesko-białe pasy i sprzedają pod szyldem „Lody Pasiak”.” Lody Pasiak!
Ano tak, apetyt. Okładka powstała na długo przed tym, jak książka się w całości zmaterializowała. Lubię myśleć – nie żeby tak było – że w polskim poczuciu humoru jest jakaś nieustępliwość, dostałeś kiepskie karty, ale nimi grasz, wypadł ci ząb, więc fundujesz sobie złoty – ale nie w tym miejscu, gdzie trzeba, więc szczęka ci się nie domyka, i musisz dalej się uśmiechać, bez końca.

