Dodaj produkty, które lubisz i chcesz kupić później.
Zapisz na liście zakupowej
Stwórz nową listę zakupową

Stella Maris - Iljas Churi

2026-02-17

„Przeszłość sączy się jak rana i wiedzie nas z powrotem do bolesnych wspomnień.
Adam uciekł od bolesnych wspomnień, by znów pogrążyć się w bólu. Zastanawiał się nad różnicą między bólem a pamięcią o bólu. Doszedł do wniosku, że pamięć służy teraźniejszości jak kojący balsam. Abu Ghassan opłakuje przeszłość, żeby nie płakać nad teraźniejszością. Płacz nad przeszłością to pamięć. Płacz nad teraźniejszością to samobójstwo.
Powiedział profesorowi, że gdy przedmuzułmański poeta opłakiwał szczątki przeszłości, chciał odwrócić wzrok od ruiny swoich czasów. Palestyńczycy robią to codziennie. Żyją w nędzy gett, wśród poniżenia, opłakując swoje zburzone wsie i domy.
– Ja – dodał – nie mam ruin, które mógłbym opłakiwać. Nie chcę mieć przeszłości, żebym mógł żyć.
Okłamywał sam siebie. Czemu nie, przecież człowiek stwarza siebie ze zbioru kłamstw albo, powiedzmy, wyobrażeń. Czyni to każdego dnia, to jego zwierciadło, wierzy w odbity w nim obraz i staje się tym obrazem. Albo jest o tym przekonany. Czy nie tak było z Imru al-Kajsem, pierwszym poetą, który zapłakał i kazał płakać pozostałym? Wyobraził sobie swojego rumaka jako alter ego i uczynił z niego swój cień. Koń stał się jego drugim ja, bez którego nie mógł rozmawiać z samym sobą. Wiersz zaczyna się więc od zwrotu w liczbie podwójnej, będącego wstępem do lamentu.
Dlaczego Mahmud Darwisz opłakiwał konia, który został sam w ruinach Al-Birwy, jego ojczystej wsi? Dlaczego, płacząc nad sobą, włączył do wiersza krew konia?
Nie ma już we współczesnym języku
marginesu na uczczenie tego, co kochamy.
Wszystko, co będzie, już było.
Koń upadł, zbroczony moim wierszem,
a ja upadłem, zbroczony końską krwią.
Opłakując ruiny, płaczemy nad własną teraźniejszością, na którą składają się szczątki naszego życia. Tu Palestyńczyk stworzył swoją opowieść z bólu Nakby, z jej opowieści”.
Iljas Churi
„Stella Maris” w przekładzie Hanny Jankowskiej

„Kiedy Adam pisał o językowej nagości, miał poczucie, że zamknął wszystkie bramy, bo człowiek może być pozbawiony wszystkiego z wyjątkiem języka. Nawet umarli się temu sprzeciwiają, bo to samo sedno tego, co nazywamy cywilizacją. Człowiek wymyślił obrzędy religijne i dziedzictwo literackie, żeby język nie umarł tak, jak umierają ludzie. Język jest jedynym narzędziem, za pomocą którego przemawiają umarli. Mowa staje się święta, choćby nie miała żadnego związku z religią”.

W tej obłędnej powieści spotykają się ocaleńcy z Szoa i z izraelskiego getta w Liddzie, żydowscy przesiedleńcy z Iraku i uchodźcy z palestyńskich wiosek, powstańcy, dzielne matki, zastraszeni zdrajcy, profesorowie arabskiej i hebrajskiej literatury, pracownicy pewnego warsztatu samochodowego, przewodniczka po getcie warszawskim, śpiew Umm Kulsum, mniej i bardziej szczęśliwi kochankowie. A obłęd tej po wielokroć zapętlonej historii jest pochodną obłędu świata, o którym opowiada: świata po Holokauście i po Nakbie, świata, w którym ludzie próbują żyć, a czasem nawet tworzyć swoje życie, pomimo cierpienia, którego doświadczyli i o którym najczęściej milczą, gdyż „słowa rozpłynęły się we łzach” (przeł. Hanna Jankowska).
Główny bohater powieści, Adam Dannun, Palestyńczyk cudem ocalały z getta utworzonego przez izraelskie wojsko w Liddzie, podejmuje ryzykowną grę z losem i zaczyna podawać się za Żyda, ponieważ takim chcą go widzieć inni. W kraju, w którym Palestyńczycy mają status „obecnych nieobecnych”, wybiera bycie niewidzialnym.
Nic tu nie jest oczywiste – ani tożsamość bohaterek i bohaterów, ani ich losy, ani uczucia i motywacje. Churi zwodzi nas, myli tropy, podważa kategorie prawdy i fikcji, z jednej strony wciągając nas w całkiem wartką akcję (pod koniec powieści pojawia się nawet wątek quasi-kryminalny, od razu ograny na poziomie meta), z drugiej – badając w ten sposób możliwość opowiadania Historii, która została przemilczana, zakłamana czy po prostu wymazana.
Jednym z najważniejszych tematów powieści jest stosunek do pamięci – Churi przywołuje tu wywodzący się jeszcze z przedmuzułmańskiej poezji topos kontemplacji porzuconego obozowiska i opłakiwania ruin, a jego bohater zastanawia się nad sensem rozpamiętywania doznanych w przeszłości nieszczęść. Dla spotykanych przez niego Palestyńczyków to jednak nie jest literatura, tylko rzeczywistość, z którą musieli się mierzyć: „Była nas tam ponad setka – mężczyźni, kobiety, dzieci. Patrzyliśmy, jak burzą wszystkie domy. Żadnego nie zostawili. Mój Boże, nie ma nic straszniejszego niż widok umierających domów. Są jak ludzie, a hałas rozbijanych kamieni przypomina krzyk. Tak, domy krzyczą. My patrzyliśmy w milczeniu. Buldożery, dynamit. Ponad sto dwadzieścia domów umarło w jednej chwili. To była masakra ścian i ogródków, a myśmy patrzyli, otoczeni przez wojsko”.
Churi ukończył pisanie tej powieści w 2018 roku. Trudno oddać, czym jej lektura jest dziś.

„Pytanie, które spędza sen z powiek spisującemu te opowieści, brzmi: jak piszą nieobecni? Czy nieobecny może opowiedzieć swoją historię w pierwszej osobie, napisać jak ktoś, kto snuje wspomnienia, czy też musi się uciec do trzeciej osoby, która napisze opowieść za niego? W języku arabskim występuje osobliwa gra słów, która nie ma odpowiednika w żadnym innym języku. Części mowy oznaczające osoby nazywają się damair. Jest to liczba mnoga od słowa damir, a ono oznacza również sumienie, ten niewidzialny imperatyw moralny. Jakże więc powieściopisarze mogą pisać w trzeciej osobie, czyli pomimo nieobecności sumienia, i co to znaczy, że sumienie musi zniknąć, żeby można było opowiadać?” – czytamy we wstępie do „Stella Maris”, drugiego tomu powieściowego cyklu „Dzieci getta” autorstwa Iljasa Churiego.

Adam Dannun jest Palestyńczykiem, który cudem przeżył Nakbę i wychował się w utworzonym przez izraelską armię getcie w Liddzie. Jako piętnastolatek opuszcza matkę, bo w domu ojczyma czuje się wrogiem. Ponieważ ma jasne oczy i zna hebrajski, z łatwością może uchodzić za Żyda. By zapomnieć o poprzednim życiu, postanawia podjąć grę z losem i stać się tym, kim chcą go widzieć inni. Przybyłemu z Polski właścicielowi warsztatu samochodowego przypomina brata, który zginął w walce o Hajfę. Profesorowi literatury hebrajskiej na uniwersytecie nie próbuje wyjaśniać, że nie ma po co jechać do Warszawy szukać tam swoich korzeni. Spotkanie z Markiem Edelmanem otworzy mu oczy na inne paradoksy Historii...
Iljas Churi zaczyna swoją opowieść tam, gdzie inni milkną. Wchodzi w samo jądro bolesnego splotu żydowskiego i palestyńskiego losu. Nie ulegając pokusie uproszczeń i skrótów, tworzy złożoną, polifoniczną opowieść o dwóch narodach naznaczonych piętnem przemocy i śmierci. Czy można wyrwać się z traumy i zacząć nowe życie? Jak opowiadać historię tych, którzy zostali wymazani? W czym pamięć bywa gorsza od dobrowolnej amnezji? – to zaledwie niektóre z pytań, z jakimi konfrontują się bohaterowie książki.
Piękna, głęboko humanistyczna i poruszająca do trzewi powieść każe przemyśleć wiele kwestii, które uważaliśmy za pewniki, i prowadzi nas w miejsca, których wolelibyśmy nie widzieć. W samym centrum refleksji Churiego znajdują się prawda i fałsz – autor bada użyteczność i trwałość tych kategorii w pisaniu Historii i tworzeniu narracji.
„Stella Maris” to drugi tom trylogii zatytułowanej „Dzieci getta”. Pierwszy opowiada inne etapy życia Adama Dannuna. Dzięki niezwykłej literackiej zręczności Churiego tomy można czytać w dowolnej kolejności.
Pokaż więcej wpisów z Luty 2026

Polecane

pixel