Swojego pierwszego Lema kupiłem kiedy miałem dziesięć lat w Księgarni Naukowej w Koszalinie. W promieniu 500 metrów było ich jeszcze kilka: przy przystanku obok fryzjera, dalej – na 1 maja przy liceum Dubois, był też fantastyczny empik w żółtym modernistycznym budynku wiszącym nad parkiem. Naukowa nie była dla mnie księgarnią pierwszego wyboru, ponieważ dominowały w niej pozycje typu „Spawalnictwo” (trzy tomy), ale w najciemniejszym kąciku miała regał, do którego zawsze mnie ciągnęło, regał z fantastyką naukową. Tam kupiłem swoją pierwszą książkę z czachą na okładce („Ubik”), tam kupiłem „Trzy stygmaty Palmera Eldritcha”, interesującą z punktu widzenia dwunastolatka lekturę, i stamtąd właśnie wyszedłem z żółtą „Cyberiadą” Lema, której klej oprawy zaczął się kruszyć ledwie tylko wziąłem tę książkę do ręki.