Anioły wylądowały: jestem poruszony. To dla mnie najważniejsza książka w tym roku. Z samego rana wpadłem po egzemplarze do biura po drodze na konferencję, gdzie na stoisku sprzedaję nasze książki. Jestem poruszony do tego stopnia, że w drodze do Nowej Huty złamałem szereg przepisów ruchu drogowego jednośladów (przepraszam panią w srebrnym volvo, która jednym kłapnięciem starła sobie połowę zębów). Pędziłem z „Aniołami” w bagażniku, łzy ciekły mi po policzkach i jestem w zasadzie pewien, że tylko do pewnego stopnia odpowiadały za to niskie słońce i siarczyste 11 stopni chlastające mnie po gębie. Taki jestem poruszony.